czwartek, 2 lipca 2015

Póltora miesiąca w telegraficznym skrócie.

Przy ul. Ikara 4 namierzyłam stado niekastrowanych kotów i kocięta. Zabrałam kotkę z 5 małych kociąt, które nie bały się człowieka. Nie wiem czy wszystkie kocięta są potomstwem tej kotki, ale nadal jest z nimi w DT u pani Joli. Niedawno do domu stałego pojechała mała szylkreta. 4 kocięta nadal są do adopcji. Do tej pory z tego miejsca zabrałam na kastrację 2 kotki i kocura. Jedna z kotek była w wysokiej ciąży. na pewno są tam jeszcze 3 kociaki innej kotki, które ujawniły mi się niedawno.
Ludzie dokarmiający tam koty robili i nadal robią straszny syf. Smród i chmary much to wizytówka tego miejsca. Postawiłam karmnik i chodzę tam codziennie.












 Te koty zostały niedawno wykastrowane.




Kolejne stadko namierzyłam kawałek dalej przy ul. Orłowskiego 1. Dwie młode kotki z siódemką kociąt. Na terenie wspólnoty mieszkaniowej stoją pod tujami 3 budki, ale ludzie rzucają im jedzenie koło ogrodzenia przy śmietniku. Ktoś usuwał pojemniki zostawione przez mnie, więc wywiesiłam kartkę. Jak do tej pory nikt się nie zgłosił i bywa jeszcze problem z wyrzucaniem tam resztek, ale jeszcze większy jest problem z mlekiem. Jakaś pani nalewa tam często dużo mleka, które w ciepłe dni szybko kwaśnieje. Nie ma nawet gdzie tego wylać, nie ma jak umyć pojemników. I tam będę chciała postawić karmnik. Na razie obie dorosłe kotki zostały wysterylizowane.













Przy ul. VI Pułku Ułanów zauważyłam bure koty czekające na coś codziennie na trawniku pod blokiem przy ulicy. Niedawno złapałam jednego z nich. Okazał się być kotką, którą wypuściłam zaraz po sterylce. Podejrzewam, że jest tam jeszcze jedna kotka.

 
W czerwcu wrócił temat kastracji kotów z ul. Budowlanej. W zeszłym roku nie udało się złapać 2 kotów. Jak się okazało jeden z nich był kotką i niedawno urodziła czwórkę czarnych kociąt. Dyrekcja zakładu na terenie, którego przebywają koty nie jest im przychylna a samo miejsce niebezpieczne dla kociąt. Zabrałam kocięta do siebie a kotka została wysterylizowana i wróciła na teren zakładu. Przy okazji na kastrację pojechał kocur, który zaczął tam przychodzić ze 2 miesiące temu. W wyniku zatrucia toksynami z pasożytów wewnętrznych zmarł jeden kociak, kocurek. Zostały 3 kotki. Musiałam kupić dla nich dodatkową klatkę i zrobić małe przemeblowanie. 2 tygodnie po przyjęciu czarnych kociąt dostałam 2 bure kocurki znalezione w lesie pod Koronowem.









Pomogłam w kastracji kotów z ul Grunwaldzkiej. Jedna z kotek była w wysokiej ciąży. Inna miała być kocurem a po sterylce przyprowadziła na podwórko czwórkę kociąt. Do sterylizacji została czarna kotka, która również zdążyła urodzić 4 kocięta.






25 czerwca zgarnęłam młodego kastrata, który pewnie komuś zaginął. Pojawił się blisko mojego bloku i jak do tej pory nie natrafiłam na ślad jego poszukiwań.




W sądzie złożyłam wniosek o rejestrację Fundacji Koty SOS.





4 komentarze:

  1. Bardzo interesujący blog, zapraszam do mnie http://mikaksiezniczka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Żeby nie rodziły się kolejne kocięta, które o ile nie umrą bardzo młodo to i tak nie będą żyły zbyt długo i szczęśliwie. 18 lipca podczas ulewy lub wcześniej w nocy zmarł rudy kocur uwieczniony na jednym z powyższych zdjęć. Nie widuję też biało szarego zaślinionego kocura. Nie widuję już kociąt przy ul. Ikara. W komplecie są jeszcze kocięta z ul. Orłowskiego, ale nie wiadomo czy wszystkie dożyją dojrzałości.
    Jeśli się nie urodzą to nie będą cierpiały z głodu, chłodu i chorób.

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas pod blokiem dokładnie to samo, z tym, że wszystkie dzikusy (chwilowo nim kolejne nie przyjdą) wykastrowane.
    Trzymam kciuki, żeby udało się z fundacją,
    Pozdrawiamy,
    Mraux i koty

    OdpowiedzUsuń